Kategorie
Ciekawe miejsca

9 km spacerowego surwiwalu w Gorcach

Nasza córka postanowiła zrobić swoją osiemnastkę w domu. Powiedziała nam w kilku żołnierskich słowach, żebyśmy się gdzieś wynieśli na sobotnią noc. Cóż było począć. Postanowiliśmy z Gosią, Tomkiem i Draką pojechać w góry.

Skoro miał to być wyjazd na jedną noc, wymagania były trzy:

  1. W miarę blisko (do 100 km), żeby nie spędzić zbyt wiele czasu w aucie.
  2. Miejscówka musiała zezwalać na psinkę.
  3. No i gdzieś, gdzie jeszcze nie byliśmy.

Padło na Gorce. Co prawda byliśmy już w tym rejonie (zobacz wpis o wyprawie na Szczyt Turbacza), ale od innej strony.

Trasa w góry
Niespełna 90 km i nieco ponad godzina jazdy autem z domu. Szybko wylądowaliśmy na północy Gorczańskiego Parku Narodowego (źródło: www.google.com/maps).

Zabrałem się za poszukiwania noclegu dosłownie tydzień przed wyjazdem, więc niewiele było wolnych miejsc. Na bookingu znalazłem „Noclegi u Marii” we wsi Koninki (gmina Niedźwiedź). By upewnić się, że jest miejsce, zadzwoniłem i dogadałem nocleg.

Rodzinna narada
Rodzinna narada. Wszyscy patrzą na Drakę, która jakby deczko obrażona. Może jak zwykle uważa, że ją głodzimy (ach, te beagle).

Miejscówka okazała się zacna. Pokój co prawda był dość mały, ale na jedną noc w porządku. Łazienka z prysznicem. Kuchnia wspólna na końcu korytarza. Wszystko świeżo po remoncie. Czysta pościel, ręczniki. Cena bardzo przystępna. Krótko: polecam.

Draka chce wyjść
„No to kiedy w końcu ten spacerek?” – Draka się niecierpliwi. Spokojnie, kochanie, zaraz będziesz miała aż nadto wrażeń.

Trochę się grzebaliśmy z wyjazdem z domu, dlatego przyjechaliśmy przed 14 na miejsce. Szybko się rozpakowaliśmy, przebraliśmy i ruszyliśmy na wcześniej ustaloną trasę. Dzień wcześniej opracowałem w aplikacji Garmin Connect dwie trasy: jedną na sobotę i drugą na niedzielę. Nie chciałem nas forsować, dlatego ruszyliśmy na 9 – kilometrową wyprawę. Oj, jak dobrze, że nie padło na ten dłuższy, 13 – kilometrowy szlak…

Koninki - w stronę Turbacza
9-kilometrowa trasa naszej małej wyprawy. Nie było sensu iść na Szczyt Turbacza, bo byśmy się umęczyli i na pewno przed zmrokiem nie wrócili.

Długo pod górę i stromo w dół

Profil naszej trasy był dość ciekawy: najpierw przez 6,5 km pod górę 360 metrów, a później ostro w dół.

Profil trasy
Profil trasy pasowałby idealnie do jakiegoś biegu górskiego.

Zapowiadał się spokojny spacer na jakieś 2 godziny z małym hakiem, a wyszedł… ponad 3,5-godzinny surwiwal. Dlaczego? Głęboki, mokry śnieg – oto odpowiedź. Trasa okazała się naprawdę ciężka. Gdy chodzisz po górach, z reguły cieszysz się, gdy jest mało turystów, nie ma tłoku, możesz posłuchać śpiewu ptaków i rozkoszować się przyrodą. Tym razem wolałbym, żeby trasa była bardziej uczęszczana, bo śnieg byłby lepiej udeptany. A tak to mieliśmy tylko nieco śladów, po których staraliśmy się iść. Krok po kroku. Wolno jak diabli, niektóre kilometry w tempie 25 minut. Te 9 kilometrów to Garmin chyba wyliczył niejako rzutując trasę na płaską powierzchnię. W praktyce szliśmy jakby po bokach trójkąta i faktycznie zegarek zmierzył mi 10,7 km.

Wejście do Gorczańskiego Parku Narodowego
Początki były dość lajtowe. Przy wejściu do Gorczańskiego Parku Narodowego była jeszcze zwykła droga. Co prawda ośnieżona, ale szło się dość łatwo.

Warunki pogarszały się z każdą minutą marszu. Śnieg stawał się coraz głębszy. Tomek jest lekki, więc rzadko się zapadał. My z Gosią musieliśmy uważać na każdy krok, bo łatwo o kontuzję kolan w takich warunkach.

Strumień rzeka w lesie
Ciężkie warunki na trasie wynagradzały nam ładne widoczki. Na przykład malowniczy strumień / rzeczka, który towarzyszył nam przez sporą część drogi.

W końcu zaczęło kropić. Niby mżawka, ale jak idziesz i idziesz, to w końcu przemokniesz. No i do tego mokry śnieg, więc buty także bez suchej nitki. Nie było lekko.

Rodzina Krzyworączków w górach
Nie spuszczaliśmy Draki ze smyczy, bo baliśmy się, że złapie jakiś trop i poleci w długą. Spisywała się psinka bardzo dzielnie.
Głęboki śnieg
Jak duża była warstwa śniegu? To zdjęcie mówi chyba wszystko w temacie.
Wodospad i brudny śnieg
Malowniczy mini-wodospad i… brudny śnieg. Czym palą często górale? Wiadomo. Ciemny osad na śniegu to przykry widok. Nasza Draka po spacerze miała prawie czarne nogi. Musieliśmy zrobić jej kąpiel pod prysznicem. Bidulka.
Dzielna Draka w śniegu
Drakusia skakała po śniegu niemal bez przerwy. Ileż energii ma ta nasza psina. Zrobiła przynajmniej dwa razy tyle kilometrów, co my.

W końcu zapadł zmrok. Byliśmy przygotowani na taką ewentualność: wyjęliśmy czołówki i szliśmy dalej. Gosia psioczyła na mnie, że taką ciężką trasę przygotowałem. Cóż, trudno było przewidzieć, że będzie mało wydeptany, mokry śnieg, a do tego zacznie padać deszcz.

Ostatni odcinek – już z górki – poszedł nam relatywnie szybko. Jeszcze na koniec kilkaset metrów chodnikiem i byliśmy w naszym pokoju. Zmęczeni, głodni i spragnieni (na trasie zjedliśmy tylko po bułce i wypiliśmy po kubku herbaty, choć mieliśmy więcej jedzenia i picia). Cieszyliśmy się, że już jesteśmy po. Finalnie Gosia doszła do wniosku, że takie ciężkie sytuacje cementują związki i nie była na mnie już zła 🙂

Pogoda nie dopisała

W nocy z soboty na niedzielę niemal cały czas padało. Także w niedzielę siąpiło i nici wyszły z drugiego spaceru. Wróciliśmy więc nieco wcześniej niż zakładaliśmy do domu. A tam niespodzianka: wszystko posprzątane, ani śladu po imprezie Ani. Hm, aż podejrzane 😉

Podsumowując: polecam ze wszech miar Gorce. Piękne tereny, warte wielokrotnego odwiedzania. Z Krakowa nie ma daleko (poniżej 100 km), więc można robić wypady bez noclegu.

Chciałbym zajrzeć do Koninek w lecie, bo niezatłoczone szlaki przy pięknej pogodzie muszą być niezapomniane. Na pewno tam wrócimy.

Autor: Paweł Krzyworączka

Jestem właścicielem bloga krzyworaczka.pl.
Lubię sport. Więcej o mnie znajdziesz tutaj: krzyworaczka.pl/o-mnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *