Kategorie
Książki

Czy warto sięgnąć po książkę „Dietetyka sportowa” państwa Mizerów? Recenzja.

Książkę „Dietetyka sportowa” kupiłem już jakiś czas temu, ale dopiero teraz – na urlopie nad Bałtykiem – wziąłem się za jej lekturę. Poniżej krótka recenzja owego poradnika.

Okładka książki Mizerów
Prosta, ale udana okładka książki. Kafelki mówią wiele o zawartości. Podtytuł też przyciągający uwagę i zachęcający do zakupu oraz lektury.

Lubię i szanuję książki pisane przez praktyków. Takich przez wielkie „P”. Justyna i Krzysztof Mizera z pewnością do nich należą. Obydwoje uprawiają sport. Justyna jest dietetykiem sportowym, a Krzysztof trenerem personalnym i autorem wielu publikacji, w tym książki pt. „Bieganie jest proste” (czytałem, może kiedyś zrecenzuję). Na co dzień współpracują ze sportowcami różnych dyscyplin. Efekt: mają szeroką wiedzę teoretyczną, którą sprawdzają w praktyce.

Autorzy książki o odżywianiu sportowców
Justyna i Krzysztof Mizera mają dużą wiedzę teoretyczną. Uprawiają także amatorsko bieganie, choć info o kilku przebiegniętych półmaratonach nie robi wielkiego wrażenia. Przydałoby się doświadczenie w maratonie, by tzw. „ścianę” poczuć na własnej skórze.
Dietetyka sportowa - książka
Przejrzysta i logiczna struktura – to jedna z zalet książki „Dietetyka sportowa”.

8 ciekawych rozdziałów

Autorzy podzielili publikację na 8 rozdziałów. Oto one, wraz z kilkoma zdaniami o każdym:

  1. Jak i skąd organizm pozyskuje energię?
    Sporo informacji o ATP. Jasno objaśnione procesy energetyczne zachodzące w organizmie sportowca podczas wysiłku krótkiego, średniego i dłuższego. Także informacje o tym, jak spala się tłuszcz, jaka jest skuteczność interwałów w odchudzaniu.
  2. Węglowodany
    Wyjaśnione zostało czym jest glikogen i indeks glikemiczny. Niezła dawka informacji na temat spożywania węglowodanów przed, w trakcie i po wysiłku. Sporo praktycznych porad, np. odpowiedzi na pytania typu „czy jeść węglowodany na noc?”
  3. Białko
    Wszystko sensownie i klarownie opisane: od podstaw (typu: jakie mamy aminokwasy), po praktykę (np. o nadmiarze białka w diecie). Kontrowersyjnie podchodzą do białek pochodzenia roślinnego, uważając je za mało wartościowe.
  4. Tłuszcze
    Autorzy zaczynają od wyjaśnienia roli i znaczenia tłuszczów w odżywianiu sportowców. Omawiają oczywiście tłuszcze nienasycone i nasycone. Dywagują na temat tłuszczów zwierzęcych i roślinnych. Poświęcają także nieco uwagi różnym dietom, np. diecie Kwaśniewskiego.
  5. Płyny (woda, napoje, soki)
    Świetnie napisany rozdział, klarujący znaczenie płynów w diecie. Sporo tematów poruszono: od różnych rodzajów wody, po charakterystykę i zastosowanie hipotoników, izotoników i hipertoników.
  6. Suplementy diety
    Podstawy na temat suplementacji. Państwo Mizerowie polecają te same suple, co wszyscy inni: aminokwasy rozgałęzione (BCAA), glutaminę, kreatynę czy L-karnitynę.
  7. Diety
    Fajny podział w zależności od uprawianej dyscypliny: sporty siłowe / sylwetkowe, kolarstwo, pływanie, sporty walki, piłka nożna i biegi długie. Szczegółowo rozpisane posiłki z wyliczeniem makroskładników, a do tego podane ewentualne zamienniki oraz uzasadnienie polecanych dań.
  8. Przepisy
    21 ciekawych przepisów – niezła inspiracja.
Fragment publikacji Dietetyka sportowa
W książce znajdziemy czytelne i szczegółowe tabele i zestawienia.

Prosty i przystępny język, ale bez zupełnych podstaw

„Dietetyka sportowa” napisana została dość przystępnym językiem. Nie jest to jednak poradnik dla zupełnie początkujących. Na przykład nie objaśniono w poradniku, jak obliczać dzienne zapotrzebowanie energetyczne, albo jak wpłynie na naszą wagę i skład ciała dodatkowe 200 kcal na dobę. Można by powiedzieć, że jest to pozycja dla średniozaawansowanych osób. Czyli takich, które wiedzą już co nieco o odżywianiu, makro- i mikroskładnikach, BMI itp.

Czy z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę?

„Dietetyka sportowa” to całkiem sensowna pozycja i warto po nią sięgnąć, z jednym „ale”: uważam, że powinna być pewnego rodzaju uzupełnieniem naszej wiedzy z zakresu dietetyki i poznaniem punktu widzenia autorów, a nie wyrocznią.

Interesuję się treningiem i odżywianiem od wielu lat. Już jakieś 30 lat temu trenowałem siłowo i wertowałem magazyny kulturystyczne w poszukiwaniu wskazówek treningowych i dietetycznych. Trenowałem także kolarstwo (w klubie) i amatorsko wiele innych dyscyplin (m.in. piłkę nożną). Obecnie głównie biegam (od 7 lat). Nie uważam się jednak za eksperta od odżywiania. Owszem, mam wiedzę o wiele większą od przeciętnego zjadacza chleba. Mam jednak także różne braki, np. związane z żywieniem w zależności od wieku, płci, czy chorób. Mam jednak na tyle ugruntowaną wiedzę w tym temacie, a do tego pochodzącą z przeróżnych źródeł, że potrafię krytycznie spojrzeć na tę publikację.

Książka dała mi do myślenia w niektórych obszarach. Przykładowo: odstawię całkiem masło pseudo – orzechowe (czyli z orzeszków ziemnych, które de facto orzechami nie są), a przerzucę się na sporo droższe, ale o wiele zdrowsze, np. migdałowe. Inny przykład: w posiłku potreningowym bardziej ograniczę tłuszcze – autorzy przekonali mnie, że akurat w tym momencie (po treningu) tłuszcz jest zbędny (oczywiście może być, ale w niewielkich ilościach).

Są jednak elementy, które uważam za słabe, kontrowersyjne lub nie do końca uzasadnione. Są to między innymi:

  • Podejście autorów do białek pochodzenia zwierzęcego i roślinnego. Ad hoc założyli, że białka roślinne są dwa razy mniej wartościowe od zwierzęcych. I trzymają się tej „zasady”, konsekwentnie licząc w diecie białko roślinne tylko w 50 %. Mało tego: dają jasno do zrozumienia, że zdrowa dieta sportowca MUSI opierać się na białku zwierzęcym. Nie jestem ekstremistą w żadną ze stron (obecnie jem jeszcze mięso, ale w niewielkich ilościach), ale takie podejście jest dla mnie nie do zaakceptowania. Zarówno osiągnięcia wielu wybitnych sportowców „jadących na samej trawie” przeczą tej tezie, a także najnowsze badania naukowe niejednokrotnie przekonują, że mięso może przynosić więcej złego niż dobrego, a dieta roślinna (odpowiednio skomponowana) może w pełni zaspokoić wszystkie nasze potrzeby (także sportowców wyczynowych).
  • W wielu miejscach autorzy podają liczby. Konkretne liczby. I wszystko fajnie, tylko że owe liczby dotyczą konkretnych badań, a nie są wyciągiem, pewnego rodzaju średnią, albo wynikiem dobrej metaanalizy. Nie lubię takiego czegoś, ponieważ zakrzywia rzeczywistość. Przecież gdyby autorzy dotarli do innych badań, to podali by inne liczby. A czytelnik patrzy i myśli, że skoro coś poprawia o 27 % szybkość, to nic tylko brać i obliczać na kalkulatorze nowy rekord w sprincie
  • Dość nachalna autopromocja autorów. Z przytaczanych w książce przykładów z życia wziętych możemy odnieść wrażenie, że sportowcy (szczególnie amatorzy) niewiele wiedzą o odżywianiu, często wręcz robią sobie krzywdę, a państwo Mizerowie są cudotwórcami. Oczywiście nie podważam ich osiągnięć i realnej pomocy wielu osobom, ale promowanie się co kilka stron to przesada.
  • Zabrakło mi większej ilości informacji na temat odżywiania w sezonie startowym, w czasie roztrenowania, po kontuzji itp.
  • Tytuł „Dietetyka sportowa. Co jeść, by trenować efektywnie” sugeruje, że będzie to kompletny poradnik. A takim nie jest. Pozycja ma około 200 stron i zawiera dość podstawowe informacje.

Podsumowując: był potencjał, by stworzyć kompendium wiedzy dotyczącej odżywiania sportowców. A wyszedł krótki poradnik, nieco skaczący po tematach, z kontrowersyjnym (delikatnie mówiąc) podejściem do spożywania mięsa.

Dietetyka sportowa - okładka
200 stron łykniesz w kilka godzin. Ja akurat umiliłem sobie tą lekturą urlop nad Bałtykiem.

Pomimo tych krytycznych uwag, książkę uważam za wartościową i godną uwagi. Stanowi kolejną cegiełkę zdobywania wiedzy dla sportowca amatora, ale i dla zawodowca. Uważam jednak, że nie należy bezkrytycznie brać wszystkich słów autorów, gdyż są trochę zbyt wybiórcze i subiektywne w niektórych tematach. Nikt nie zwolni nas od myślenia i zbierania informacji z wielu źródeł.

Autor: Paweł Krzyworączka

Jestem właścicielem bloga krzyworaczka.pl.
Lubię sport. Więcej o mnie znajdziesz tutaj: krzyworaczka.pl/o-mnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *