Kategorie
Sport i rekreacja

„Kudłata Ćwiartka” 2021 – kameralny bieg z Myślenic na Kudłacze i z powrotem

Aj, cóż to był za dzień! Po tegorocznych przygodach z krakowskim GPK, polubiłem biegi w terenie. Dlatego nie trzeba było mnie długo namawiać na „Kudłatą Ćwiartkę” w Myślenicach (swoją drogą: świetna nazwa – widać zmysł marketingowy pomysłodawcy). Jak było? Co to w ogóle za bieg? O tym we wpisie. Zapraszam do lektury.

Kudłaty pomysł biegowych wymiataczy

Słyszałeś kiedyś o grupie „BW Biegacze Wymiatacze„? Ja wcześniej – nie. A teraz już wiem, że to super sympatyczni ludzie, którzy potrafią wspaniale zorganizować bieg górski. Wpadli na pomysł, by trasa prowadziła z Myślenic pod Schronisko PTTK na Kudłaczach (położone na wysokości 730 m n.p.m.), no i z powrotem. W jedną stronę nieco ponad 12 km, co łącznie dało 24,6 km (tyle pokazał mój zegarek sportowy).

Start biegu w Myślenicach
Przed startem. Obsługa sprawnie działała. Choć przy tak małej liczbie uczestników, musi być wszystko OK.

Nawierzchnia była różna: od szutru, przez ubitą ziemię, po błoto i kamienie. Nie można było narzekać na brak urozmaicenia. No i profil trasy typowo górski: niemal bez płaskich odcinków. Początek wręcz morderczy: ponad 5 km non stop pod górę. Pierwsza część trasy to generalnie wspinaczka, bo z poziomu 308 wbiegamy na 737 m n.p.m. Z powrotem z kolei głównie zbiegi, zatem czworogłowe mają wycisk jak diabli.

Profil trasy biegu w Myślenicach
„Kudłata Ćwiartka” – trasa, profil wysokości, moje tempo i tętno

Miałem dobry dzień i niezłą formę

Moje treningi na trasie GPK przyniosły efekty. Było to od stycznia około 10 razy po 11,6 km w Lasku Wolskim w Krakowie. Z czego większość na wysokim tętnie i tempie. Tydzień temu (9 maja) zrobiłem sobie sprawdzian na 10 km na krakowskich Błoniach. Wynik: 49m 38s całkiem niezły (jak na mnie i moją formę w pierwszej połowie maja). Do tego nieco treningów tempowych, także podbiegi. Od kilku miesięcy wzmacniam także „core” poprzez pilates z żoną Gosią. To wszystko pozwoliło mi zbudować niezłą formę na biegi górskie. W ostatnim tygodniu zrobiłem mały tapering (dla niewtajemniczonych: jest to stopniowe obniżanie długości i intensywności treningowej przed zawodami, by zregenerować organizm i zyskać tzw. świeżość). Nawet mój zegarek Garmin 645 Music stwierdził, że mam szczytową formę 🙂 Co ciekawe, nie pomylił się.

Na linii startu Kudłatej Ćwiartki
Na linii startu „Kudłatej Ćwiartki” w Myślenicach. Piotr i ja schowani z tyłu.

Przyjechaliśmy z bratem Piotrem do Myślenic o 8 rano (niedziela, 16 maja 2021). Mieliśmy zapas czasowy, więc mogliśmy na spokojnie ubrać się w stroje i spakować kamizelki biegowe. Każdy z nas wziął 2 x 500 ml płynów, jakieś batoniki, żele. Oczywiście telefon i wiatrówka, bo mogło padać tego dnia.

Pierwszy odcinek biegu górskiego
Chwilę przed startem. Wszyscy szykują zegarki do pomiaru.

Na starcie tylko garstka. To bardzo kameralna impreza: startowało tylko 29 osób.

Chwilę po starcie zawodów
Chwilę po starcie zawodów. Najszybsi już na czele. My na końcu, nigdzie się nie spieszymy.

Z Piotrem plan mieliśmy prosty: po prostu przebiec ten dystans. A jeśli uda się zejść poniżej 3 godzin, to fajnie. Dlaczego taki mało ambitny cel? Ponieważ miał to być nasz dotychczas najdłuższy bieg w ogóle, a do tego po górach i ciężkiej nawierzchni. W tym roku najdłuższy mój dystans biegowy to było 15 km (Piotra także – nasz wspólny trening niedzielny po Puszczy Niepołomickiej). Był to dla nas skok na dość głęboką wodę. Nie byliśmy też pewni, jak to zniosą nasze kolana.

Dwie najszybsze dziewczyny
Dwie najszybsze dziewczyny: Krystyna i Jagoda. Może kiedyś je wyprzedzę. Ale nie tym razem.

Wystartowaliśmy dość spokojnie. Przez jakiś czas biegliśmy z jedną biegaczką i dwoma innymi biegaczami. Później biegliśmy już głównie we dwóch na Kudłacze. W połowie dystansu – zaraz za schroniskiem – był punkt żywieniowy. Napiliśmy się, zjedliśmy po pół banana, wzięliśmy po kilka słodkości na drogę i pognaliśmy z powrotem do Myślenic. Czułem się rewelacyjnie, niemal nie odczuwałem zmęczenia. Spytałem Piotra, czy jeśli pobiegnę przed nim szybciej to będzie OK. Stwierdził, że postara się biec ze mną. Jednak widziałem tego dnia, że mam lepszą dyspozycję od niego. Kwestią czasu było moje przyspieszenie.

Biegną bracia Krzyworączka
Biegną bracia Krzyworączka. Na razie wypoczęci i świeżutcy, bo dopiero co po starcie.

Do około 20 kilometra nic mi nie dolegało. No i miałem sporo energii. Jak wspomniałem, początek biegu to była ponad 5-kilometrowa wspinaczka. Niezbyt stroma, ale niemal ciągła. Oczywiście w drodze powrotnej ten odcinek był bardzo szybkim zbiegiem. Niby fajnie: masz za sobą 20 kilosów i ostatnie 5 lecisz z góry. Szkopuł w tym, że gdy biegniesz szybko w dół niesamowicie pracują mięśnie czworogłowe ud. Mięśnie te z kolei w olbrzymiej mierze odpowiadają za amortyzację i ochronę kolan przed wstrząsami. A że moje kolana tylko dzięki mojej determinacji i ostrożności jakoś się trzymają, więc bałem się, że jeśli pod koniec osłabną mi „czwórki”, to mogę nabawić się jakiejś kontuzji. Gdy zaczął się zbieg, prułem jak szalony. Pomimo zmęczenia, schodziłem nieco poniżej 5 minut na kilometr. Oczywiście taka prędkość w normalnych warunkach nie robi wrażenia, ale pod koniec ciężkiego biegu górskiego jest to nie lada wyzwanie.

Na trasie biegu
Na trasie biegu „Kudłata Ćwiartka”. Piękne ujęcie. Hm, wygląda na to, że sporo osób za nami. Cóż, tak tylko wygląda na tym zdjęciu 😉

Ostatnie kilka kilometrów były dla mnie ciężkie. Serce chciało dalej gnać, a organizm kazał zwalniać. Co jakiś czas obracałem się przez ramię, bo myślałem, że dogania mnie Wojciech. Albo miałem omamy, albo faktycznie mnie wtedy doganiał. W każdym razie finalnie był prawie 3 minuty za mną, więc jakoś mu uciekłem.

Błotnista nawierzchnia
Błotnista nawierzchnia. I znowu pod górę. Nie było dłuższych chwil wytchnienia.

Udało mi się wpaść na metę w sumie bez jakiejś zmasakrowanej miny – nie wyglądam na zdjęciach na bardzo zmęczonego, choć faktycznie tak było. Końcówka mi się trochę dłużyła. Kilka razy myślałem: „To już za tym zakrętem!”. A tu niespodzianka: nie ma mety, za to widać kolejny zakręt. No ale jakoś dałem radę. Dobrze, że nie było jeszcze kilku kilometrów tego zbiegu, bo chyba musiałbym mocno zwolnić i ledwo dreptać do mety.

Strefy tętna Pawła Krzyworączki
Serce waliło mi przez większą część biegu. 44 % czasu w piątej strefie, czyli powyżej 155 uderzeń na minutę.

Uzyskałem oficjalny czas 2h 52m 52s. Zająłem 19 miejsce na 29 startujących. Piotr przybiegł kilka minut za mną (2h 59m 12s). Udało nam się zrealizować cel: ukończyliśmy zawody i przy okazji zeszliśmy poniżej 3 godzin. Byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi.

Kudłata Ćwiartka 2021 - wyniki biegu
„Kudłata Ćwiartka” (maj 2021) – wyniki biegu.

Podsumowanie

„Kudłata Ćwiartka” wypaliła. Impreza została wzorowo zorganizowana. Trasa była dobrze oznakowana, choć były pewne niedoskonałości (kilka osób nieco zabłądziło). Żywienie na półmetku i na mecie wręcz doskonałe, a ciasto domowej roboty – po prostu palce lizać (choć nie jem słodyczy, to tutaj zrobiłem wyjątek, bo po biegu wolno ;-)).

Radość z biegania
Czysta radość z biegania. Bracia na trasie.

Mam nadzieję, że pomysł będzie kontynuowany i za jakiś czas będzie mi dane znów wystartować. I spróbować poprawić czas.

Piotr Krzyworączka biegnie
Panie i panowie: Piotr Krzyworączka w akcji!

Czy wszystko zrobiłem dobrze tego dnia? Prawie idealnie. Zjadłem porządne śniadanie na 2 godziny przed startem. Na bieg odpowiednio się ubrałem: spodenki z getrami „kolarkami”, buty trialowe (spisały się świetnie), koszulka z krótkim rękawem. Na plecach kamizelka z napojami (jeden softflask 500 ml z izotonikiem, a drugi z wodą), batonami i żelem. Na trasie wypiłem około litr płynów (głównie izo). To trochę mało, sporo się odwodniłem. Na przyszłość postaram się wydoić bliżej 1,5 l na tej trasie. Choć bywali i tacy, którzy nie mieli nic do picia ze sobą, a na półmetku wzięli tylko kilka łyków. Każdy się bawi, jak lubi. Ja tam wolę się zbytnio nie odwadniać.

Towarzysze niedoli
Przez kilka kilometrów „siedzieliśmy na kole”.

Serdecznie dziękuję Grupie „BW Biegacze Wymiatacze” za świetną organizację. Jesteście wielcy! Podziękowania kieruję także w stronę kilku osób, dzięki którym mamy pamiątkowe zdjęcia z imprezy. Zamieszczone w niniejszym wpisie zdjęcia są autorstwa następujących osób: Mateusza Gałązki, Mariusza Włocha, Darka, Mariusza Morawskiego, Beci oraz Piotra Krzyworączki.

Powoli napieramy do przodu
Tak się jakoś schowałem przed Piotrem, że prawie mnie nie widać na tym zdjęciu.

Dodam, że warto wziąć udział w takiej imprezie nawet wtedy, jeśli nie biegasz, ale lubisz maszerować z kijkami. Choć musi to być żwawy marsz, żeby zmieścić się w limicie czasu.

Punkt żywieniowy na półmetku
Punkt żywieniowy na półmetku. Izotonik, cola, woda, banany, ciastka. Niczego więcej na trasie nie trzeba. No, może jeszcze uśmiechniętych organizatorów i biegaczy 🙂

Marzą mi się długie biegi w terenie. Mój ideał (tak myślę na tę chwilę) to bieg na 30-40 kilometrów, po górach, ale z małą ilością kamieni, a z większością po ubitej ziemi, ściółce, szutrze. Będę szukał czegoś takiego. A z czasem pewnie pojawią się biegi ultra (o długości powyżej maratońskiej), ale nigdzie mi się nie spieszy i nie mam zamiaru na wariata zwiększać kilometrażu. Na ten rok i tak zapowiada się życiowa forma. Planuję pobić swoje życiówki na 5, 10 i 21 km. No i wziąć udział jeszcze w przynajmniej jednym biegu górskim. Którym? Decyzja jeszcze nie podjęta 🙂

Na koniec jeszcze kilka fajnych zdjęć.

Jak błyskawica
Jak błyskawica. Tak szybko zbiegałem, że fotograf miał problemy ze złapaniem ostrości 😉
Paweł Krzyworączka finiszuje
Paweł Krzyworączka finiszuje. Nawet nie widać zmęczenia na twarzy. Ale uwierz mi na słowo: byłem mocno wyeksploatowany.
Upragniona meta
Upragniona meta. Każdy z nas miał przyjemność zerwać taśmę na mecie. Choć niektórzy przebiegali pod nią, chyba myśląc, że nie wolno jej uszkodzić 😉
Piotr Krzyworączka - finisz
Piotr Krzyworączka na mecie. Tym razem udało mi się brata wyprzedzić, choć generalnie jest mocniejszy ode mnie. Tutaj zbiegi mu nie podeszły i nieco kolano szwankowało pod koniec.
Piwo bezalkoholowe
Kolejny zawodnik melduje się na mecie, a ja z boku żłopię piwo. Oczywiście bezalkoholowe. Organizatorzy nas rozpieszczali.
Ciasto domowej roboty
Ciasta domowej roboty. Wyobrażasz sobie taki luksus po ciężkim biegu? Były pyszne.
Losowanie nagród
Losowanie nagród wśród uczestników biegu. Atmosfera była przyjacielska. To coś innego niż masowe biegi uliczne z tysiącami anonimowych startujących.
Najszybsze dziewczyny
Trzy najszybsze dziewczyny: Krystyna, Jagoda i Justyna. Gratulacje!
Najszybsi faceci
Najszybsi faceci: Marcin, Bartłomiej i Mirosław. Szacun, panowie. Zwycięzca przybiegł dobrą godzinę przede mną. Co tu komentować. Trzeba trenować i się poprawiać – na miarę swoich możliwości.
Paweł się modli lub klaszcze
Żeby była jasność: na tym zdjęciu klaszczę, a nie odmawiam modlitwę. Choć do takich biegaczy można by się faktycznie modlić.
Piotr i Paweł po biegu
Piotr i Paweł po biegu. Gęby uśmiechnięte. Endorfiny szaleją. Satysfakcja olbrzymia. Ukończyliśmy najdłuższy bieg w naszej dotychczasowej przygodzie z bieganiem. A do tego z prawie kilometrem przewyższeń!
Selfik - bracia
Selfik braterski. Cały czas się dziwię, że nie wyglądamy nawet na zmęczonych.
Na parkingu w Myślenicach
Ostatnia fotka. Już na parkingu. Za chwilę przebieramy się i w drogę do Krakowa. To był naprawdę udany bieg!

Autor: Paweł Krzyworączka

Jestem właścicielem bloga krzyworaczka.pl.
Lubię sport. Więcej o mnie znajdziesz tutaj: krzyworaczka.pl/o-mnie

W odpowiedzi na “„Kudłata Ćwiartka” 2021 – kameralny bieg z Myślenic na Kudłacze i z powrotem”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *