Kategorie
Filmy

„Niewidzialny człowiek” (2020) – „The Invisible Man” – niezły horror z Elisabeth Moss

Za młodu lubiłem horrory. Bardzo się bałem, ale chciałem się bać. Podczas strasznych scen chowałem się pod kołdrę 😉 A teraz? Horrorów prawie w ogóle nie oglądam i dalej… boję się. Widocznie moja rozbujała wyobraźnia nie pozwala mi spokojnie siedzieć w tych strasznych momentach.

Postanowiłem jednak zrobić wyjątek i dać temu dreszczowcowi szansę. Powód: Elisabeth Moss w roli głównej. Niby nie jestem wielkim fanem tej aktorki, jednak po obejrzeniu jej w roli Fredy w „Opowieści podręcznej” (The Handmaid’s Tale) miałem chrapkę na jakiś film z nią w roli głównej. Trzeba przyznać, że w „Niewidzialnym człowieku” zagrała niemal identycznie, jak w „Opowieści podręcznej”: zbolała, zapłakana, zdesperowana. I teraz nie wiem, czy to po prostu niejako podobne role, czy Elisabeth Moss „tak ma”, że jej wyraz twarzy ma pewien styl i zawsze jest taki sam. Cóż, może będzie mi dane obejrzeć jakiś inny film lub serial z tą aktorką i wtedy się dowiem.

Fabuła jest dość prosta. Mamy kobietę (Elisabeth Moss) uwikłaną w toksyczne małżeństwo. Pewnego dnia postanawia uciec od męża (Oliver Jackson-Cohen) i ukryć się. Udaje jej się. Nawet więcej: niebawem okazuje się, że jej mąż odebrał sobie życie. Wszystko wskazuje na to, że Cecilia ma już problem z głowy. Mało tego: zostaje jej po mężu spory majątek. Już się pewnie domyślasz, o co chodzi z tytułowym niewidzialnym człowiekiem. Tak: mąż po śmierci nawiedza ją jako duch. Albo czekaj: stał się niewidzialny… Tak to wygląda w skrócie, ale w rzeczywistości fabuła jest nieco bardziej zagmatwana. Do tego stopnia, że do ostatnich scen nie jesteśmy pewni, czy to jej mąż ją prześladuje na każdym kroku, czy ktoś inny…

Trzeba przyznać, że film trzyma w napięciu. Niby domyślasz się, co się zaraz stanie, ale… często dzieje się coś innego, czasem dramatycznego, jak na przykład śmierć… aaa, no przecież nie będę spoilerował.

Na uwagę zasługuje dobre aktorstwo. Nie tylko główna bohaterka świetnie wypadła. Także Oliver Jackson-Cohen w roli jej męża, Harriet Dyer wcielająca się w jej siostrę i chyba mój faworyt – Aldis Hodge w roli jej przyjaciela.

Sceny mrożące krew w żyłach są naprawdę straszne. Przynajmniej dla mnie. „Niewidzialność zagrożenia” powoduje duży niepokój. Choć trzeba dodać, że nie ma tutaj przydługawej narracji, mnóstwa scen budujących nastrój, nie ma jakichś wielkich podchodów. Nasz „duch” niemal od razu bierze się do roboty: straszy, bije, morduje. I mamy horrorowaty film z szybką akcją.

Ciężko taki film polecać lub odradzać. Na pewno jest to obraz dla miłośników gatunku – a nie dla ludzi o słabych nerwach. Nie jest to też absolutnie film dla dzieci. Netflix sugeruje 16+ i taki wiek to minimum. Sceny podżynania gardła nie są dla każdego, a już na pewno nie dla młodego widza.

Krótko: dobry horror ze świetną rolą Elisabeth Moss. Polecam.

Autor: Paweł Krzyworączka

Jestem właścicielem bloga krzyworaczka.pl.
Lubię sport. Więcej o mnie znajdziesz tutaj: krzyworaczka.pl/o-mnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *