Kategorie
Filmy

„Nikt” („Nobody”). Bob Odenkirk. Dobra jatka.

Boba Odenkirka polubiłem w „Breaking Bad”, a później niemal pokochałem w „Zadzwoń do Saula” (obydwa seriale zdecydowanie polecam!). „Nikt” nie musiał się prosić o obejrzenie. Rzuciłem się na niego, gdy tylko zobaczyłem go na listingu filmowym w Canal+. Czy było warto? Oj, tak.

Fabuła jest dość oklepana – nie licz na nowości, innowacje, wielkie zaskoczenia. Mamy zwykłego (na pierwszy rzut oka) faceta, prowadzącego do znudzenia powtarzalne i schematyczne życie. Żona, dwójka dzieci, stała praca. Wszystkie jego dni wyglądają niemal identycznie. Jest nawet nieco nieporadny, gdy na przykład nie ogarnia dopilnowania wywozu śmieci.

Pewnej nocy do domu państwa Mansell jest włamanie. Złodzieje to dość niepozbierana para. Podczas konfrontacji z intruzami bohatersko zachowuje się syn Blake (Gage Munroe), a ojciec Hutch (świetny Bob Odenkirk) zawodzi rodzinę. Czyżby był życiowym pierdołą i nieudacznikiem? Pozory mylą. I to bardzo…

Po włamaniu w Hutchu zaczyna coś się budzić. Jadąc miejskim autobusem jest świadkiem aroganckiego zachowania kilku gości. Stając w obronie młodej dziewczyny, doprowadza do prawdziwej masakry. No i klasyka: pech chce, że jednym z poturbowanych jest brat znanego rosyjskiego mafioza. Dalszej fabuły możesz się domyślić: gangsterzy szybko odnajdują Hutcha i chcą go zabić. Czy im się uda? Pytanie retoryczne. Oglądałeś może film „John Wick” z Keanu Reeves-em? No to tutaj mamy powtórkę z rozrywki. Jedna wielka jatka.

W filmie „Nobody” zagrało w zasadzie wszystko:

  • Mamy świetne aktorstwo. Genialnie wyszedł Bob Odenkirk w roli głównej. Mamy także miłą niespodziankę w postaci Christophera Lloyda (rola: David Mansell, ojciec Hutcha), znanego wszystkim z niezapomnianej serii „Powrót do przyszłości”.
  • Muzyka wręcz doskonała – tylko dla niej warto obejrzeć film „Nikt”.
  • Niespowite zdjęcia. Wręcz mistrzowskie ujęcia (zdjęcia: Paweł Pogorzelski; montaż: William Yeh i Evan Schiff).
  • Szybka akcja, bez przestojów, dłużyzn, „wypełniaczy”.

Film „Nobody” ogląda się jednym tchem. Bob Odenkirk pasuje idealnie do tej roli.

Mamy tutaj mnóstwo przemocy i rozlewu krwi, dlatego wiek 16+ uważam za obligatoryjny. Nie wiem, czy „Nobody” spodoba się kobietom. Pewnie nie jest to obraz dla pary na romantyczny wieczór. Raczej dla facetów na męski wieczór przy browcu.

Krótko: zdecydowanie polecam. Aktorstwo, klimat, muzyka, akcja i genialny Bob Odenkirk = gwarancja udanej rozrywki.

Autor: Paweł Krzyworączka

Jestem właścicielem bloga krzyworaczka.pl.
Lubię sport. Więcej o mnie znajdziesz tutaj: krzyworaczka.pl/o-mnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.