Kategorie
Przemyślenia

Zaszczepię się przeciw covid-19 najszybciej, jak to możliwe

Jesteś tutaj: » Strona główna » Przemyślenia » Zaszczepię się przeciw covid-19 najszybciej, jak to możliwe

Pandemia koronawirusa (covid-19) trwa już ponad rok. Zmarło w Polsce kilkadziesiąt tysięcy osób z powodu tego patogenu. Codziennie umierają kolejne osoby. Czy widać jakąś nadzieję? Tak. Są nią szczepionki.

Prognozy sprzed roku

Rok temu (22.03.2020) opublikowałem na innym moim blogu wpis pt. „Koronawirus w Polsce – co robić? co nas czeka? co dalej?„. Spotkał się z dużym odzewem (lajki, komentarze). To były początki epidemii w naszym kraju. W artykule opisałem swoje przemyślenia związane z przewidywanym rozwojem pandemii i zasadami, których moim zdaniem powinniśmy się trzymać. Czytając dziś ów wpis, niewiele bym w nim zmienił.

W tamtym wpisie obawiałem się, że szczepionka będzie powstawała dość długo (nawet 2 lata) i że trzeba będzie robić bardzo duże obostrzenia, by próbować spłaszczać krzywą zachorowań. Chodzi o to, by liczba osób chorujących (i wymagających opieki lekarskiej, czasem szpitalnej) w jednym czasie była relatywnie niska. Dość łatwo to zrozumieć. Mamy 38 milionów mieszkańców. Załóżmy, że do szczepionki jest bardzo daleko i nie ma co na razie na nią liczyć. Eksperci twierdzą, że nie każdy zachoruje na kowid, bo niektórzy okażą się odporni. Można ostrożnie założyć, że zachorowałoby około 70 % Polaków (nie dzielmy tutaj na grupy wiekowe, czy na ludzi z innymi chorobami), czyli około 26,6 mln. I teraz najważniejsze: śmiertelność. We wspomnianym artykule zakładałem, że:

  • Śmiertelność na koronawirusa przy dobrze działającej służbie zdrowia (o ile o takowej możemy w ogóle w Polsce mówić…) wynosi około 0,5 %. Czyli mielibyśmy około 133 tys. zgonów.
  • Jeśli jednak nie udałoby się rozciągnąć w czasie tych zachorowań i wystąpiłyby skumulowane, wtedy mogłoby umrzeć nawet 5 %, czyli aż… 1,33 miliona osób.

Dziś wiemy już, że tamte prognozy (wynikające w dużej mierze z tego, co działo się we Włoszech) były przesadzone. Spróbujmy oszacować – po roku epidemii – jaką mamy w Polsce śmiertelność na kowid. Chodzi oczywiście o orientacyjne dane.

Szacowanie śmiertelności na covid w Polsce

Oficjalnie kowid przeszło do tej pory około 2,5 mln osób w Polsce. Są specjaliści, którzy na podstawie różnych badań twierdzą, że faktyczna liczba osób, które miały covid-19, jest nawet 9-10 razy większa. Inni z kolei twierdzą, że analizując dane z różnych krajów, ten szacunek zamyka się w przedziale 4 – 8 razy. Moim skromnym zdaniem, jest to około 5 (biorąc pod uwagę obecną sytuację w Polsce i cały czas daleką drogę do opanowania epidemii). Zakładając współczynnik równy 5, można oszacować liczbę Polaków, którzy przeszli przez kowida na około 12,5 miliona (33 % populacji). A ile osób zmarło w tym czasie? Oficjalnie mówi się o około 60 tysiącach. Jeśli tak, to szacowana przeze mnie śmiertelność w naszym kraju wynosi 0,48 %. Trzeba dodać, że choć służba zdrowia w PL obecnie jest bardzo przeciążona, to dzięki ogromnemu poświęceniu służb medycznych jakoś funkcjonuje i póki co sytuacje, gdy dla kogoś brakuje respiratora czy komuś się po prostu nie udziela pomocy, są bardzo rzadkie.

Taka jest obecnie sytuacja. Myślę, że udało się w naszym kraju rozciągnąć epidemię, to znaczy krzywa zachorowań nie przyjęła przez ostatni rok takich wartości, by całkowicie zatkać szpitale, karetki, pomoc medyczną. Pomogły obostrzenia i lockdowny, co do tego nie mam wątpliwości (wątpliwości mogą być tylko co do tego, w jakim stopni co pomaga). A i tak umarło wielu Polaków – i niestety wszystko wskazuje na to, że możemy sumarycznie przekroczyć 100 tysięcy zgonów.

A co by było, gdyby pandemia w Polsce całkowicie wymknęła się spod kontroli? Czy odsetek zgonów sięgnąłby przewidywanych przeze mnie rok temu 5 %? Myślę, że na pewno nie. Okazało się, że Włochy nie były miarodajne pod tym względem. Oceniam, że realnie ów współczynnik mógłby się podwoić, czyli osiągnąć około 1 %. To i tak makabrycznie dużo (dwa razy tyle co teraz!), jednak o wiele mniej niż obawialiśmy się rok temu, na początku pandemii.

Gdyby nie było perspektyw na szczepionkę na covid, wtedy pozostało by nam czekanie, aż wszyscy Polacy przechorują wirusa (wszyscy, czyli te podatne około 70 %). Jedynym naszym celem byłoby ograniczenie krzywej zachorowań, by utrzymać śmiertelność na poziomie około 0,5 %, a nie jakieś dwa razy tyle, czyli około 1 %. Zakładając realistycznie, że cała ta pandemia pochłonie w naszym kraju około 100 tys. ofiar, walka byłaby o to, by tych ofiar nie było 200 tysięcy.

Mamy jednak inną sytuację. Otóż okazało się, że naukowcy bardzo szybko opracowali szczepionki na koronawirusa. Wręcz ekspresowo. Nie musimy więc czekać, aż wszyscy przejdziemy chorobę – wystarczy dotrwać do zaszczepienia i do nabrania odporności. Badania wskazują jednoznacznie, że choć szczepionki nie są ani w 100 % skuteczne, ani w 100 % bezpieczne, to mają tę niezaprzeczalną zaletę, że osoba zaszczepiona ma niemal pewność, że albo w ogóle nie zachoruje na kowid, albo (jeśli zachoruje) przejdzie go łagodnie, a już niemal na pewno nie umrze. To zmienia wszystko!

Obecnie walczymy o to, by jak najszybciej zaszczepić wszystkich chętnych Polaków. Na razie nie szczepimy dzieci i młodzieży, jednak na szczęście już trwają prace, by młodzież jednak została zaszczepiona.

Co nas czeka dalej w Polsce?

Rząd obiecuje, że do końca sierpnia 2021 zaszczepimy wszystkich chętnych rodaków. Czy to realne? Myślę, że absolutnie tak. Powiem więcej: raczej nawet wcześniej dojdziemy do miejsca, gdy każdy chętny Polak będzie po minimum jednej dawce szczepionki. Problem jest inny: boimy się sczepienia i tylko część z nas chce się szczepić – obecnie około 50 %, choć obawiam się, że realnie ta liczba może być niestety zawyżona. Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest wiele – oto kilka z nich:

  • Ogólna dezinformacja, szczególnie w Internecie. Nie ma wspólnej narracji, jest duży szum informacyjny, czasem sprzeczne informacje.
  • Rządzący często nie stają na wysokości zadania i brakuje z ich strony jasnych strategii, wytycznych, szczerych informacji. A to sprawia, że przeciętny Polak jest ogólnie mało ufny.
  • Jest generalny problem z brakiem autorytetów. A w takiej sytuacji powstaje wielu nowych guru, którzy mieszają nam w głowach.
  • Zdarzają się niestety ludzie ze świata nauki lub medycyny, którzy sceptycznie wypowiadają się o szczepionkach, wyolbrzymiają ich skutki uboczne itd. Co z tego, że należą do mniejszości czy wręcz marginesu (który zawsze występuje). Skoro ktoś ma tytuł profesora lub doktora, to musi się znać na temacie, prawda?
  • Nie mamy jasnych i dokładnych informacji na temat skutków ubocznych szczepionek. A to powinna być podstawa. Czy zdarzają się działania niepożądane po szczepieniach? Oczywiście. Czy ktoś może nawet umrzeć? Tak. Czy zatem szczepionki są w pełni bezpieczne? Nie, nie są. Więc po co się szczepić? Proste jak drut:
    – Śmiertelność w Polsce na kowid to około 0,5 %, czyli jedna osoba na 200 umiera.
    Śmiertelność po szczepionce nie jest dokładnie znana, ale jest to wielkość rzędu 1 na milion, czyli około 0,0001 %.
    Różnica jest więc porażająca: ryzyko zejścia na kowid jest około 5000 razy większe niż po podaniu szczepionki. Powtórzę: 5000x większe! Widzisz tu jakieś miejsce na wątpliwości? Aaa, wiem: zapomniałem o innych skutkach ubocznych niż śmierć. Fakt: szczepionki mogą dawać różne działania niepożądane: od gorączki czy bólu głowy, po zator, udar czy co tam jeszcze. Ale, ale: czy po kowidzie nie ma powikłań? Ależ są i to bywają gigantyczne. Nie dysponujemy jednak dokładnymi danymi, by porównać procentowo powikłania po przejściu koronawirusa i tych od szczepionki. Nie można jednak chyba mieć wątpliwości, że te pokowidowe są groźniejsze dla zdrowia i życia, ale i o wiele cięższe i dłużej się utrzymujące. Ciężko w ogóle porównywać np. kilkudniową gorączkę po szczepionce z powikłaniami oddechowymi po SARS-CoV-2. Zakładam, że tutaj nie ma różnicy jak 5000 do 1, ale na 100 % szczepionki są wielokrotnie bezpieczniejsze od przejścia kowida.
  • Pojawiły się informacje – mniej lub bardziej wiarygodne – na temat zakrzepów, jakie mogą wystąpić po podaniu jednej ze szczepionek. To oczywiście wywołało powszechny strach. Wiele osób zrezygnowało w ostatniej chwili ze szczepienia. Czy było to rozsądne? Oczywiście, że nie. Nawet jeśli jedna osoba na milion po podaniu szczepionki umrze, to i tak nie mamy wyjścia, bo ryzyko zejścia na kowid jest wielokrotnie większe.

Podsumowując: obawy przed szczepieniem są uzasadnione, ale korzyści ze szczepienia są tak duże, że nie może tutaj być żadnych wątpliwości.

Zaszczepię się najszybciej, jak tylko będzie się dało

Mam 45 lat i teoretycznie nie należę do grupy ryzyka. Moja żona i brat także. Zaszczepimy się jednak najszybciej, jak tylko będzie się dało. Mamy terminy na koniec maja 2021. Najchętniej zaszczepiłbym się nawet wcześniej, ale nie wiem, czy to będzie możliwe.

Powinniśmy kierować się logiką i rozsądkiem – przynajmniej w tak ważnych sprawach, jak zdrowie i życie. Szczepionki są naszą jedyną nadzieją na powrót do normalności. Niestety nawet przechorowanie kowida nie daje nam pewności, że już mamy problem z głowy. Po pierwsze, nie każdy wytwarza po przejściu choroby przeciwciała (szczególnie przy przejściu tzw. bezobjawowym). Po drugie, owe przeciwciała utrzymują się w organizmie tylko przez pewien czas. Jesteśmy zatem skazani na szczepionki, nie mamy żadnej alternatywy.

Być może będziemy musieli szczepić się co roku na kowid, potem na kolejne jego mutacje. W czym problem? Podejść raz w roku do punktu szczepień, dostać zastrzyk w ramię i po sprawie. Zapewne z czasem szczepionki będą jeszcze udoskonalane, skutki uboczne lepiej analizowane, osoby z grup ryzyka odczynów poszczepiennych będą dostawały inne szczepionki.

Co nas czeka w najbliższych miesiącach?

Ważne, by minimum 70 % naszego społeczeństwa się zaszczepiło. Wtedy mamy szansę na uzyskanie tzw. odporności zbiorowej. Co to oznacza w praktyce? Chodzi o to, że przy odpowiednio dużej liczbie osób odpornych na wirusa następuje jego stopniowo wygaszanie. Po prostu wirus ma problem z dalszą propagacją, dlatego stopniowo zmniejsza się liczba zarażonych i chorych, by z czasem zniknąć zupełnie lub przynajmniej na tyle się zminimalizować, by nie stanowić dłużej problemu. Wrócilibyśmy do normalnego życia. Zapowiada się jednak inny scenariusz… 🙁

Zastanówmy się, co nas czeka w najbliższym czasie. Jest 10 kwietnia 2021, początki wiosny. Jesteśmy najpewniej u szczytu aktualnej fali zachorowań. Prawdopodobnie w najbliższych dniach zacznie stopniowo spadać liczba osób hospitalizowanych i podłączonych do respiratorów. Rząd stopniowo będzie znosił obostrzenia. Będą postępowały szczepienia. Pewnie gdzieś pod koniec maja będzie naprawdę nieźle: zejdziemy do kilku tysięcy nowych przypadków dziennie (tych wykrywanych), a średnia dzienna liczba zgonów zejdzie poniżej 100. To jeszcze nie będzie normalność, ale będzie można odmrażać gospodarkę – i to w zasadzie całkowicie. Podejrzewam, że zostanie zniesiony całkowicie obowiązek noszenia maseczek na wolnym powietrzu, natomiast pozostanie jeszcze konieczność zakładania maski w zamkniętych pomieszczeniach. Czerwiec przyniesie kolejne spadki nowych zachorowań, a wakacje będą naprawdę udane. Zapewne kilkadziesiąt osób dziennie będzie umierało z powodu kowida, a w niektóre dni tylko kilkanaście. Skończą się wakacje, nastanie wrzesień, dzieci i młodzież zostaną puszczone do szkół. Wszystko będzie wyglądało bardzo obiecująco.

A teraz pesymistyczna wiadomość: od października 2021 może nas czekać kolejna fala zachorowań. Pytanie brzmi: jak będzie wyglądała? Czy będzie to kolejny armagedon z rekordami zgonów, czy raczej malutka fala na jeziorku? Odpowiedź jest krótka: wszystko zależy od procenta osób, które się zaszczepią.

Zastanówmy się, jak może wyglądać najbliższa jesień, w zależności od procenta zaszczepionych osób w Polsce. Jest 1 października 2021. Kowid przeszło do tej pory około 18 milionów Polaków. Niestety przeciwciała i generalnie odporność na wirusa ma tylko część z nich. Jaki odsetek jest bezpieczny? Tego dokładnie nie wiemy. Przeciwciała ma tylko kilka milionów osób, które są po chorobie (powiedzmy, że 5 milionów, czyli 13 %). Jest też duża grupa osób, które już nie mają niemal wcale przeciwciał, ale ich organizm radzi sobie już w walce z kowidem. Ilu ich jest? Też nie wiemy. Załóżmy, że 3 miliony (8 %). Sumując te dwie liczby, otrzymujemy 21 % osób odpornych na ciężkie przejście wirusa. Zdecydowana większość z nich na pewno nie umrze na kowid. Świetnie.

Scenariusz #1: 30 % zaszczepionych

Powyżej oszacowałem, że 21 % Polaków na jesieni będzie odporna na wirusa po jego przechorowaniu wcześniej. Część z nich się zaszczepi, zatem nie możemy zrobić prostego dodawania: 21 +30 % = 51 %. Ilu z nich będzie zaszczepionych? Nie pozostaje nic innego jak założyć, że będzie to statystycznie owe 30 %. Podliczamy: 21 % x (100 – 30 %) = 14,7 %. Ostatecznie dodajemy 14,7 % do 30 % i otrzymujemy 44,7 %. Czy przy takim procentowym udziale osób, które albo w ogóle już nie zachorują, albo przejdą gładko kowid, mamy szansę na populacyjną odporność? Odpowiedź jest brutalna: NIE. Co się będzie zatem działo? Sprawa jest dość prosta:

  • Owe 44,7 % będzie żyło w miarę bezpiecznie i z mniejszym stresem (przynajmniej ci po szczepionce, bo reszta co najwyżej wtedy, gdy zbadają sobie poziom przeciwciał). Oni nie będą trafiali do szpitali, albo będzie to bardzo rzadkie.
  • Pozostałe ponad 55 % będzie dalej chorowało. Ale: na 100 % fala jesienna będzie już mniejsza od obecnej. Powód jest prosty: po pierwsze, mniej osób będzie procentowo chorowało; po drugie, mniej osób będzie chorowało z ciężkim przebiegiem (szpital); i po trzecie, mniejsza będzie transmisja wirusa.

Jak widać nawet ten scenariusz jest lepszy od tego, co mamy obecnie. Jednak nie oznacza on tego, o czym marzymy: powrotu do normalności. 200 zgonów dziennie zamiast 500 brzmi dobrze, ale to nadal o 200 za dużo. Dalej będziemy mieli obostrzenia, być może kolejny lockdown. Nikt z nas tego nie chce. Apeluję do każdego: zróbmy wszystko, by to było o wiele więcej niż 30 % zaszczepionych, bo zwariujemy od tej epidemii w końcu.

Scenariusz #2: 40 % zaszczepionych

Wykonałem obliczenia analogicznie jak dla scenariusza #1. Wynik: 52,6 %. Czy przy takim procencie, mamy szansę na zbiorową odporność? Odpowiedź jest znów przykra: NIE. Co się będzie działo? To samo, co w scenariuszu #1, tylko z nieco mniejszą liczbą nowych zachorowań, hospitalizacji i zgonów. Różnica jednak nie będzie zbyt duża. Wniosek: na pewno musimy zaszczepić się w liczbie większej niż 40 %.

Scenariusz #3: 50 % zaszczepionych

Tym razem wynik to: 60,5 %. Znowu pytamy: czy przy takim procencie, mamy szansę na zbiorową odporność? Eksperci sugerują, że to za mało, by powtrzymać transmisję wirusa i wygasić epidemię. Co się będzie działo? To samo, co w scenariuszach #1 i #2, tylko z mniejszą liczbą nowych zachorowań, hospitalizacji i zgonów. Różnica będzie, ale niezbyt duża. Wniosek: na pewno musimy zaszczepić się w liczbie większej niż 50 %. Czyli to, co obecnie się zapowiada (około 50 % Polaków deklaruje chęć zaszczepienia), nie zatrzyma epidemii.

Scenariusz #4: 60 % zaszczepionych

Teraz mamy wynik 68,4 %. Czy przy takim procencie, mamy szansę na zbiorową odporność? Sądzę, że na dwoje babka wróżyła. Chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Co się będzie zatem działo? Są dwie możliwości:

  1. Albo to wystarczy, czyli transmisja zakażeń zejdzie poniżej 1 i epidemia będzie wygasała, tylko tląc się nieznacznie.
  2. Albo to nie wystarczy, współczynnik reprodukcji wirusa będzie oscylował nieco ponad 1 i na jesieni czeka nas kolejny wzrost zachorowań.

Tutaj trzeba zwrócić uwagę na fakt, że nawet jeśli wystąpi mniej korzystny wariant (>1), to startując z wakacyjnej dobrej sytuacji pandemicznej, nie powinniśmy mieć dramatu jesienno – zimowego. Epidemia będzie się tliła, nieco wzrastała, ale fala lub fale będą niewielkie. Jak duże? Ciężko ocenić, ale myślę, że maksymalnie kilka tysięcy nowych przypadków dziennie i kilkadziesiąt zgonów. Zapewne wtedy zostałyby różne obostrzenia, ale o lockdownie nie byłoby mowy.

Scenariusz #5: 70 % zaszczepionych

Wynik: 76,3 %. Czy przy takim procencie, mamy szansę na zbiorową odporność? Raczej tak, ale 100 % pewności nie ma.

Scenariusz #6: 80 % zaszczepionych

Wynik: 84,2 %. Co teraz? Zdaniem specjalistów, z którymi się w pełni zgadzam, bylibyśmy „w domu”. Przy takiej liczbie osób odpornych na kowid, epidemia w Polsce wygaśnie. Będą się pojawiały co prawda nowe przypadki, ale głównie z poza kraju (przyjezdni). Coś podobnego obecnie jest w Chinach: nowych przypadków jest garstka, zgonów w zasadzie brak.

Wnioski końcowe

Powyższa analiza daje dość jednoznaczne wnioski. Mianowicie:

  • Zaszczepienie do jesieni 30 % społeczeństwa niewiele nam da – czeka nas mocna jesienna fala, potem zimowe problemy. Przy 40 % byłoby już lepiej, ale to dalej o wiele za mało. Będzie dramat, choć oczywiście mniejszy niż obecnie.
  • 50 % zaszczepionych – czyli mniej więcej tyle, ile obecnie deklaruje chęć zaszczepienia – to dalej zbyt mało! Musimy postarać się przekonać jak największą liczbę Polaków do szczepień, bo jeśli nic się nie zmieni, to będziemy dalej w czarnej… dziurze. Skutki społeczne i gospodarcze będą dramatyczne.
  • 60 % daje pewną nadzieję, choć szansę powodzenia oceniam 50/50. Czy warto liczyć na szczęście w tak ważnym temacie? Pytanie retoryczne. Zróbmy wszystko, żeby było więcej zaszczepionych.
  • 70 % wydaje się już bezpieczne. Moim zdaniem, to takie absolutne minimum, do którego powinniśmy dążyć. Jest tu jednak pewna pułapka. Wyobraźmy sobie, że to jednak okaże się za mało, że epidemia nie wygaśnie. Co wtedy? Zaufanie społeczne spadnie do niewyobrażalnie niskiego poziomu. Większość z nas liczy, że na jesieni będzie już po problemie. Do tego eksperci w pewnym sensie zapowiadają i obiecują, że 70 % zaszczepionych powinno zakończyć pandemię. No właśnie: powinno. Ale czy tak będzie na 100 %? Tego nie jesteśmy niestety pewni. Gdyby się nie udało, może dojść do sytuacji, w której Polacy całkowicie przestaną słuchać nakazów i zakazów. Będzie wolna amerykanka. Ciężko w ogóle prorokować, do czego by to mogło doprowadzić.
  • Uważam, że dopiero 80 % zaszczepionych jest w pełni bezpieczną liczbą. Dodając do tego tych, którzy przeszli kowid i są w miarę odporni, mamy ponad 84 % społeczeństwa, które nie zachoruje, a jeśli już, to lekko przejdzie chorobę (raczej bez szpitala, a już niemal na pewno nie umrą). Transmisja wirusa będzie na tyle niska, że epidemia musi wygasnąć. I wrócimy do normalności. Normalności!

Mam nadzieję, że mój wpis przekona choć kilka osób do szczepień. Kochani, zróbmy wszystko, co w naszej mocy, by przekroczyć 70 %, a najlepiej wymarzone 80 %. Nie ma żadnej wątpliwości co do tego, że to właśnie szczepionki są naszą nadzieją na wygranie z covid-19. Niech irracjonalny strach nas nie blokuje. Zaufajmy liczbom – one nie kłamią. Statystyka bywa wredna, ale w przypadku epidemii sprawdza się znakomicie. Wykorzystajmy to na naszą korzyść. Zakończmy ten horror. Wróćmy do życia, jakie znaliśmy wcześniej.

Autor: Paweł Krzyworączka

Jestem właścicielem bloga krzyworaczka.pl.
Lubię sport. Więcej o mnie znajdziesz tutaj: krzyworaczka.pl/o-mnie

W odpowiedzi na “Zaszczepię się przeciw covid-19 najszybciej, jak to możliwe”

Słowa dotrzymałem. Nawet udało się przyspieszyć szczepienie. 23 kwietnia wbito igłę w me ramię. Skutków ubocznych (tych zaraz po szczepieniu) u mnie w zasadzie brak. Trochę tylko ramię mnie bolało. Szczepionka: Pfizer. Samo szczepienie przeprowadzone w miłej atmosferze, bez tłoku (kilka osób), wszystko dokładnie tak, jak być powinno.
Kochani, szczepmy się. To jedyny sposób na tego diabła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *